26 kwietnia 1986 r. o godzinie 1:24
w europejskiej części ZSRR, na Ukrainie,
wydarzyła się najgorsza katastrofa w historii energetyki jądrowej.


Wkrótce służby ochrony radiologicznej w wielu krajach wykryły gwałtowny wzrost skażenia powietrza. Dwa dni później świat oficjalnie dowiedział się o awarii w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej.



        Byłem wtedy w zerówce. Jak przez mgłę pamiętam dzień, gdy wśród opiekunek i rodziców zapanował jakiś nieokreślony niepokój. Niektórzy spośród kolegów szeptali miedzy sobą coś o jakieś złowieszczej chmurze, która miała się przemieszczać nad Polską. Nic nam to nie mówiło. Chmury to w wyobraźni dziecka tylko mniej lub bardziej ciemne obłoki na niebie. Ta jednak była jakaś inna - nikt jej nie widział, ale wszyscy dziwnie się jej bali. Powiedziano nam, że będziemy musieli wypić jakieś lekarstwo, bo chmura jest szkodliwa. Pamiętam smak czegoś niedobrego wymieszanego z bodajże sokiem malinowym. Jakoś to przełknąłem. Nic by mi wtedy nie powiedziała nazwa "płyn Lugola". Wiele dzieci nie pojawiło się w przedszkolu, W telewizji coś mówiono, dorośli szeptali miedzy sobą zdenerwowani. Niewiele z tego pamiętam; tyle że coś się stało, że była jakaś awaria w elektrowni gdzieś w Związku Radzieckim (akurat już wtedy interesowałem się mapami i geografią i dobrze wiedziałem, gdzie to jest). Tyle pamiętam. Dopiero później w mojej głowie zakodowała się nazwa "Czarnobyl". To chyba wtedy, gdy po przemianach ustrojowych pojawiły się ostre protesty przeciwko budowie elektrowni w Żarnowcu. Z grubsza rozumiałem, co to jest elektrownia jądrowa, wiedziałem, że ludzie protestują, bo wcześniej na Ukrainie była poważna awaria, ba, nawet katastrofa. I ta bezustannie powtarzana nazwa "Czarnobyl" wbiła mi się w głowę.

        Mając lat naście interesowałem się fizyką i chemią, mój Dziadek kupował czasopismo "Wiedza i Życie". I tam było dużo artykułów o energetyce jądrowej, o bezpiecznych rozwiązaniach, o tym, że reaktor w Czarnobylu nie był bezpieczny. Powstawał mi w głowie obraz katastrofy sprzed lat, o której tyle mówiono. Zawinili i ludzie, i błędy konstrukcyjne, które sprawiały, że tego typu awaria była możliwa. Reaktory RBMK można było wprowadzić w stan, w którym bezlitośnie obnażały błędy operatorów i "nakręcały" się gwałtownie, doprowadzając do eksplozji pary i wodoru, jak stało się właśnie w 1986 r. na Ukrainie. Trzeba było się mocno „postarać”, by doprowadzić do takiej sytuacji, tym niemniej było to realne. Dopiero w dorosłym życiu zrozumiałem w pełni przyczyny, przebieg i skutki katastrofy. A im więcej na ten temat wiedziałem, tym silniej ciągnęło mnie, by to wszystko zobaczyć na własne oczy.

        Od kilku lat ściśle strzeżona strefa zamknięta wokół Elektrowni Czarnobylskiej jest otwarta dla turystów szukających nieco innych wrażeń niż wylegiwanie się na piasku w ciepłych krajach. Po otrzymaniu przepustki, pod opieką przewodnika można zwiedzać strefę. Czułem, że muszę to zobaczyć, choćby w małej części. Zwłaszcza, że postępuje budowa nowego "sarkofagu", pod którym ma się skryć zrujnowany IV reaktor wraz ze starym "sarkofagiem", stawianym heroicznym wysiłkiem w polu potężnej radiacji 25 lat temu. Dziś jego konstrukcja jest w coraz gorszym stanie, pęka i grozi uwolnieniem zanieczyszczeń. Nowy "sarkofag" skryje połowę budynku nieczynnej elektrowni i według zapewnień wytrzyma 100 lat. Miał być gotowy już w 2007 roku, ale "przejściowe trudności", nękające jak zwykle naszych wschodnich braci, powodują, że aktualnie mówi się o 2015 r. Tym niemniej budowa postępuje i chcąc zobaczyć elektrownię w niezmienionej postaci, musiałem jechać w miarę szybko. Choć i tak pojawił się nowy element - drugi komin wentylacyjny. Stary, bardzo charakterystyczny komin ma być rozebrany w 2013. We wrześniu 2012 udałem się z pewnym biurem podróży z Krakowa na 3-dniowy wyjazd, na którym zobaczyłem to, co chciałem zobaczyć od dłuższego czasu... A w ostatnich dniach kwietnia 2013 z innym biurem, tym razem z Wielkopolski, udałem się na kolejny, 4-dniowy wyjazd, gdzie zobaczyłem jeszcze więcej... Pochłonięty coraz bardziej tym co tam zobaczyłem, zorganizowałem sobie również samodzielny, 5-dniowy wypad we wrześniu 2013, który zdecydowanie przebił poprzednie jeśli chodzi o intensywność i ilość odwiedzonych miejsc. Na przełomie marca i kwietnia 2014, mimo bardzo napietej sytuacji na Ukrainie, wybrałem się znów z biurem z Wielkopolski na jeszcze dłuższy wyjazd, bo z 5 dni aż 3 spędziliśmy wewnątrz Strefy, a do tego zobaczyłem sporo miejsc których do tej pory nie widziałem. Po upływie pół roku, w październiku 2014, mimo dalszych dramatycznych wydarzeń na Ukrainie znów znalazłem się w Strefie. Tym razem na 2 dni, ale znów widziałem wiele nieznanych mi miejsc. Na jesieni 2015 odwiedziłem Strefę po raz szósty, spędzając na jej terenie aż 5 dni. Poznałem masę nowych miejsc i zakamarków, a także, po raz pierwszy - byłem wewnątrz elektrowni i w sterowni reaktora RBMK. Nadal będąc wierny Aliena Tours na jesieni 2016 znów znalazłem się w Strefie, tym razem na 3 dni. I znów zobaczyłem coś nowego, ponadto zdążyłem przed nasunięciem NSC na stary Sarkofag. Jako że coroczny wyjazd stał się niemal tradycją - w 2017 r. nie odpuściłem i znów znalazłem się w Strefie na 5 dni. Wyjazd okazał się niezwykle owocny - w małej grupie zwiedziłem wiele miejsc, gdzie dotąd nie byłem, co dość mocno poszerzyło moją znajomość tych terenów. Zobaczyłem również elektrownię z nasuniętym NSC i... to był jak dla mnie dziwny obrazek.

        Dla wyjaśnienia - symbol oznacza jakąś aktualizację w danej podstronie, bądź zupełnie nową podstronę - ale to drugie tyczy się głównie opisów nowych wyjazdów.